Baza pod makijaż Bielenda: podstawa mojego makijażu

baza pod makijaż

Idealny makijaż- niezależnie od tego, czy dzienny, czy wieczorowy to nie tylko świetnie dobrany podkład, róż czy puder. Bądźmy szczere- nawet najpiękniej dobrane firanki nic nie zdziałają, jeśli dom nie będzie miał solidnych fundamentów, prawda? Podobnie jest z makijażem. Właściwie dobrana baza pod makijaż naprawdę może zdziałać cuda!

Niestety, lekko zawstydzona przyznać muszę, że ta mądrość nie towarzyszy mi od początków mojej przygody z makeup’em. Generalnie nie były one zbyt spektakularne, ale baza pod makijaż to coś, co jeszcze do niedawna uznawałam za zupełnie zbędne ceregiele (o słodka gorzka naiwności). Później  odkryłam bazę silikonową, która idealnie wypełniała moje otwarte pory, ale przez to nie mogłam jej używać zbyt często, bo zwyczajnie mnie zapychała, w dodatku była dosyć droga.

Zobacz także: Rozświetlacz: jak go oswoić?

Bazy w kulkach Bielenda

Marka Bielenda stworzyła niedawno trzy wyjątkowe bazy pod makijaż, które zaspokoją różne potrzeby skóry i pozwolą osiągnąć różne efekty – rozświetlenie, skorygowanie niedoskonałości lub lekko opaloną skórę.

Bazy pod makijaż Bielenda Make-up Academie to idealny sposób na uatrakcyjnienie wyglądu szarej, zmęczonej, pozbawionej blasku cery. Oprócz wizualnej poprawy wyglądu skóry zapewniają jednocześnie podniesienie poziomu jej nawilżenia. Inteligentny dozownik zamienia perłowe kapsułki zawieszone w lekkim żelu w jedwabiste serum, które idealnie dopasowuje się do skóry.

Produkty można stosować jako bazę pod makijaż (producent deklaruje, że zastąpi ona z powodzeniem krem nawilżający, jeśli jesteś posiadaczką cery normalnej), ale także jako produkt do samodzielnego stosowania na dzień. Bazę można również połączyć z ulubionym podkładem i rozprowadzić równomiernie na twarzy opuszkami palców. Uzyska się dzięki temu efekt subtelnego połysku.

Lumiere Base- efekt rozświetlenia

Jakiś czas temu w moje ręce trafiła baza pod makijaż Lumiere Base. Jej podstawowym zadaniem jest nadanie skórze zdrowego blasku i delikatne jej rozświetlenie. Jak się z tego wywiązuje? Dla mnie- idealnie. Testowałam ją w każdych możliwych warunkach i na wszystkie sposoby.

Przede wszystkim jest lekka. Nie zapycha mojej cery, mogę jej więc używać codziennie bez uszczerbku dla kondycji skóry. Sam ten fakt sprawia, że z powodzeniem może pretendować do miana kosmetyku idealnego, a to dopiero początek jej zalet. Urzeka mnie, że mogę jej używać na wiele sposobów. Póki co używanie jej jako samodzielnego produktu niestety odpada, bo ze względu na panujące niskie temperatury moja naczynkowa cera jest mocno zaczerwieniona, ale jak tylko pogoda się unormuje będę ją stosować także w ten sposób. Jeśli mam więcej czasu (a staram się go mieć więcej przed każdym ważnym wyjściem) stosuję ją tak, jak każdą bazę pod makijaż- nakładam, czekam aż się wchłonie i kontunuuję makijaż. Cudownym pomysłem, który ratuje mi życie codziennie rano jest jednak możliwość wymieszania jej z podkładem. Oszczędzam czas, a skóra nie traci tego promiennego blasku, który zapewnia jej baza Lumiere. Wygląda na zdrową i wypoczętą.

Nie mogę też przejść obojętnie obok przepięknego opakowania. Delikatne, białe perełki zawieszone w przezroczystym żelu? Wygląda to zachwycająco i z pewnością doda uroku każdej toaletce. Do tych wszystkich ochów i achów dodać pozostaje jeszcze powalająco niską (jak na wydajność produktu- zdjęcie tytułowe zrobiłam po trzech tygodniach intensywnego stosowania kosmetyku- możecie sprawdzić na Instagramie, jak często gościła w niezbędniku) cenę (ok. 18 PLN/ 30g) i mamy komplet. Baza pod makijaż Lumiere Base od Bielendy to na chwilę obecną mój absolutny must have z bardzo mocną pozycją. Polecam i Wam!

Stosujecie bazy pod makijaż? Macie z nimi jakieś doświadczenia? Podzielcie się nimi w komentarzach!