EOS: ulubieńcy jesiennej pielęgnacji

eos

Jesień to dla mnie okres wzmożonej pielęgnacji skóry. Jakoś już się tak utarło, że po letnim lenistwie i realizacji planu minimum w zakresie stosowanych zabiegów, zaraz po nadejściu pierwszych chłodów wyciągam z szafy moje swetry i maszeruję do drogerii po zapas kremów do rąk, balsamów do ciała i ochronnych pomadek.

Fokus na usta!

Stali obserwatorzy Instagrama wiedzą już, że mam lekkiego hopla na punkcie balsamów do ust. Kiedy ostatnio przeszukałam sumiennie wszystkie kieszenie wszystkich torebek okazało się, że jestem szczęśliwą posiadaczką sporej kolekcji tego typu kosmetyków. Niestety prawda jest taka, że ilość nie zawsze przekłada się na jakość, choć muszę przyznać, że i nad tym pracuję. Od kiedy prowadzę bloga o wiele uważniej (bo świadomie!) dobieram kosmetyki których używam. I tu trzeba przyznać, że po kosmetyki EOS sięgać można z zamkniętymi oczami- w 100% naturalny, w 95% organiczny skład, w którym próżno szukać parabenów, parafiny, wazeliny, czy innych, kontrowersyjnych elementów.

Jajeczko skrywa w sobie produkt, który ma przyjemną, jedwabiście miękką konsystencję dzięki której aplikacja jest szalenie przyjemna. Co więcej szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej, lepkiej warstwy, za co producentom należą się brawa, bo zawsze było to dla mnie nieco niekomfortowe. Przy regularnym stosowaniu zdecydowanie poprawia się kondycja warg, choć efekty są zauważalne już po pierwszym użyciu. Jedyna wada produktu? Uzależnia! Na szczęście jest coraz bardziej dostępny, więc zniknął problem z uzupełnianiem zapasów. I mimo, że cena może Wam się wydać odstraszająca (ok. 20zł/szt.), to zapewniam, że nie będziecie żałować ani jednej złotówki, którą wydacie na to cudo, a jego wydajność, podobnie jak działanie Was zachwyci.

Zobacz także: Balsam do ust: do czego możesz go wykorzystać?

Wyciągnij dłoń

Po fantastyczny krem! Nie ma tu zbyt dużego zaskoczenia, bo EOS to gwarancja jakości sama w sobie, no ale. Balsam jest lekki i ma niezwykle przyjemną formułę. Tak jak w przypadku balsamu do ust znajdziemy w środku bardzo przyjemny, naturalny skład certyfikowany przez Departament Rolnictwa USA (nie mówię o tym dlatego, że jak amerykański to lepszy i trzeba się zachwycać. Certyfikat USDA, opracowany z myślą o produktach spożywczych, ma bardzo restrykcyjne zasady, tym trudniej zdobyć go w branży kosmetycznej). Produkt (jak wszystkie ze stajni EOS) jest wegański i nie pozostawia na skórze tłustego filmu. Na zimę może być nieco zbyt lekki, ale na jesień sprawdza się idealnie!

Muszę przyznać, że do opakowania podchodziłam nieco sceptycznie. Zamknięcie ciężko „chodzi”, a kształt wydawał mi się niepraktyczny. Wszystko do czasu, aż mój krem w tradycyjnej tubce, z delikatnym zapięciem nie rozlał mi się w torebce. Od tamtej pory przeprosiłam się ze szczelnym, solidnym opakowaniem, które nie tylko pięknie wygląda, ale także nie zajmuje zbyt dużo miejsca i daje mi poczucie bezpieczeństwa. 44 ml to ilość, której od prawie dwóch miesięcy nie udało mi się zmęczyć, a jego cena zbliżona jest do ceny balsamu do ust (ok. 20zł/szt.)

Idź na całość

No i na koniec- balsam do ciała. Bo przecież skoro już spróbowałam balsamu do ust i do rąk, to dlaczego nie miałabym skusić się na kosmetyk, który kompleksowo zadba o całą moją skórę? Co prawda z tego typu produktami zawsze szło mi opornie i regularne ich stosowanie nie jest moją najmocniejszą stroną, ale w tym przypadku zarówno design opakowania, jak i powalający zapach skutecznie stymulują moją systematyczność. Podobnie jak w przypadku kremu producent zaopatrzył produkt w szczelne zamknięcie, co przy mojej zdolności do rozlewania znajdujących się w zasięgu mojego wzroku płynów.

Lekka formuła i naturalny skład to standard we wszystkich kosmetykach marki, więc nie ma sensu nawet o tym wspominać. Produkt występuje w dwóch pojemnościach: 200 ml (35 zł/szt) i 350 ml (55zł/szt), przy czym większa wersja wyposażona jest w wygodną pompkę.

Podsumowując: produkty EOS zachwycają składem, działaniem i designem, każdy z czynników sprawia, że naprawdę warto sprawić sobie tę odrobinę przyjemności. Ciekawa też jestem produktów, które Wam umilają pielęgnację w jesienne wieczory.