Harry Potter: bohater dzieciństwa. Za co kochamy magię?

Harry Potter

Kiedy Potteromania opanowała świat miałam jakieś 12 lat i mimo, że lubiłam czytać odmówiłam zapoznania się z przygodami młodego czarodzieja. Jakiś rodzaj nastoletniego buntu podpowiadał, że skoro Harry’ego kochają wszyscy, to mnie z pewnością się nie spodoba (o młodzieńcza naiwności!). Na (moje) szczęście rodzice byli odmiennego zdania i tak w moje ręce trafiła pierwsza część: Harry Potter i Kamień Filozoficzny.

Nie zdziwi was pewnie fakt, że już tydzień później zażądałam dostarczenia mi drugiego tomu (niech dowodem na to, że to dobra książka będzie fakt, że mój królik zeżarł pół okładki), a po kolejnych kilku dniach- trzeciego i jednocześnie ostatniego z dostępnych. Za co właściwie pokochałam tę sagę? Dlaczego stała się tak popularna i znacząco wpłynęła na poziom czytelnictwa wśród dzieci? Mam kilka hipotez.

Pozwala marzyć

Każdy z nas ma czasami gorszy dzień. Czas, kiedy nic nie idzie po jego myśli. Wtedy właśnie ucieczka do świata wyobraźni przychodzi z pomocą. No bo co by było, gdyby któregoś dnia pojawiła się sowa z listem, dzięki któremu na 10 miesięcy w roku moglibyśmy uciec od smutnej i nudnej rzeczywistości?

 

Jasno określa granicę między dobrem i złem

Ciekawe, czy po lekturze ktokolwiek chciałby trafić do Slytherinu? Warto też zwrócić uwagę, że podział jest jasny, ale… nierówny! Dobro zdecydowanie zwycięża, bo w końcu trzy pozostałe domy to raczej pozytywne miejsca. Jakkolwiek większość z pewnością prosiłaby Tiarę Przydziału o miejsce w Gryffindorze, to trafienie do Ravenclaw czy Hufflepuff też nie stanowiłoby problemu. Trzeba też zwrócić uwagę, że śmierciożerców wcale nie było tak wielu. Chodzi tylko o to, że zło może, mimo ograniczonej liczebności, wyrządzić o wiele większą krzywdę ze względu na brak ograniczeń moralnych.

Siła uczucia

Niesamowita wartość książki pokazuje wielokrotnie, że przyjaźń i miłość mają wielką moc. Kim byłby Harry Potter bez Rona Weasley’a i Hermiony Granger? Czy przeżyłby, gdyby nie jego matka, która oddała za niego życie? Jeśli Snape nie kochałby Lilly ochraniałby Harry’ego? Wszystkie te wątki zebrane w całość pozwalają wierzyć, że nawet bez magii otacza nas coś wyjątkowego.

Zwroty akcji

Umówmy się, gdyby po lekturze szóstej części, Harry Potter i Książę Półkrwi ktoś powiedział nam, że Harry i Ginny nazwą swojego syna Albus Severus wysłalibyśmy go do Szpitala św. Munga ze stwierdzeniem, że w mugolskich placówkach nikt mu już nie pomoże.

Paradoksy

Kiedy czytałam książki w dzieciństwie nic nie budziło moich zastrzeżeń. Teraz, jako dorosła (lubię tak o sobie myśleć) osoba, kiedy (po raz setny) wracam do przygód mojego ulubionego bohatera zastanawiam się: jak Czarodzieje żyli bez prądu, gdzie robili zakupy spożywcze (zgodnie z prawami Gampa jedzenia nie można przecież wyczarować) skoro większość z nich tak bardzo była oderwana od mugolskiego świata, dlaczego nikt się nie zainteresował, że niektóre dzieci nie chodzą do szkoły, czy dlaczego więźniom Azkabanu nie podawano veritaserum w celu sprawdzenia ich winy. Odkrywanie takich błędów to naprawdę świetna zabawa, choć najlepiej wychodzi to dorosłym mugolom.

Niesamowite stworzenia, przedmioty i obyczaje

Kto z nas odmówiłby wyprawy do sklepu Magiczne Dowcipy Weasleyów, przejażdżki na miotle, czy opieki nad pufkiem pigmejskim? Oczywiście nie dotyczy to wszystkich związanych z czarodziejskim światem przedmiotów. Nie upieram się, żeby spotkać smoka, czy trójgłowego psa, ale gdybym mogła popatrzeć z daleka… 🙂

Joanne Rowling wielokrotnie zarzucano, że nie dopracowała swojej opowieści, że jest naiwna i nie wypada najlepiej w porównaniu z Władcą Pierścieni, jednak zawsze to zestawienie nieco mnie drażniło, bo nie widzę wielu punktów wspólnych. Książki są po prostu zupełnie inne i, moim zdaniem, przeznaczone dla innej grupy czytelniczej. Fakt jest taki, że Harry Potter to bohater, do którego jeszcze często będę wracać.