Hit mojej pielęgnacji: kosmetyki Resibo

resibo

Kosmetyki naturalne już od dłuższego czasu zdobywają uznanie wśród wielu z nas. Z żalem muszę przyznać, że postanowiłam je poznać dosyć późno. Dlaczego? Bo teraz wiem, że bez nich moja pielęgnacja nie ma sensu! Sprawdźcie, co sądzę o kosmetykach Resibo.

Trochę o marce

Po pierwsze Resibo to marka polska, co muszę przyznać, było dla mnie z jakiegoś powodu (właściwie nie wiem, z jakiego) dużym zaskoczeniem. Stworzona przez Ewelinę Kwit- Betlej firma wytwarza kosmetyki, które są naturalne przynajmniej w 96%, a do ich produkcji wykorzystywane są składniki, których dobroczynny wpływ na skórę znany jest od pokoleń. Co więcej, Resibo to miejsce, które tradycję i wiedzę przekazywaną nam od pokoleń przez mamy i babcie łączy z najnowocześniejszą technologią. Efekt takiego mariażu może być tylko jeden: cudowne kosmetyki o zbawiennym działaniu nie tylko dla skóry, ale i dla natury! Obecnie w ofercie znajduje się siedem produktów, których zadaniem jest pielęgnować i dostarczać skórze wszelkich niezbędnych składników.

Zobacz także: Kosmetyczny niezbędnik: tonik do twarzy  

Olejek do demakijażu

  Zachwyca mnie w nim wszystko. Począwszy od przepięknego, minimalistycznego opakowania, które cieszy oko, przez zastosowaną w nim pompkę, następnie zapach produktu (chyba się od niego uzależniłam i zamierzam namówić Resibo, żeby wypuścili takie perfumy), aż po (oczywiście) skład, działanie i wydajność.  

Świetny dla każdego rodzaju skóry

  Olejek, zgodnie z informacją na opakowaniu jest naturalny w 99,9%! Szok! W składzie znalazłam olej abisyński, olejek manuka, olej lniany, olej z pestek winogron, oraz Tocopherol – witaminę E. Właśnie dzięki takiemu połączeniu nie tylko świetnie usuwa makijaż, ale także dostarcza skórze wszelkich niezbędnych składników odżywczych. Działa łagodząco i antybakteryjnie, reguluje również pracę gruczołów łojowych. Połączenie właściwości różnych olejków sprawia, że kosmetyk nadaje się zarówno do skóry suchej, tłustej, jak i mieszanej.  

Przyjemność pielęgnacji

  Szczerze muszę przyznać, że dzięki niemu demakijaż stał się moją ulubionym momentem dnia. Te kilkadziesiąt sekund, które poświęcam na delikatny masaż mojej twarzy w łazience cudownie pachnącym specyfikiem, który następnie usuwam z niej wilgotnym, ciepłym ręczniczkiem (dołączonym do zestawu!) to chwile, które pozwalają mi na oczyszczenie nie tylko twarzy, ale i umysłu ze wszystkiego, co będzie przeszkadzać mi w wieczornym relaksie. Nie ukrywam, że ta dodatkowa funkcja kosmetyku jest dla mnie bardzo ważna. Ma być miły w użyciu. Ma pomagać mi się odprężyć. Jest to jednak, jak już wspomniałam jedynie dodatek. Najważniejsze zawsze jest działanie i tu olejek nie rozczarowuje. Zmywa wszystko bez większych problemów radzi sobie z rozpuszczeniem najtrwalszych nawet kosmetyków, a uwierzyć musicie na słowo, że nie oszczędzałam go w testach: wodoodporne mascary, ultratrwałe pomadki i podkłady o przedłużonym działaniu to mój chleb powszedni, z którym magiczny specyfik od Resibo musiał sobie poradzić i robił to.  

 

Na zakończenie jeszcze ostatnia przyjemność- kompres ze zwilżonego ciepłą wodą ręczniczka (byłoby super, gdyby można je było kupić osobno!), który usuwa z twarzy resztki produktu. Voila. Skóra jest nie tylko czysta, ale także odprężona. To pierwszy kosmetyk do demakijażu, który nie sprawił, że moja cera stała się napięta i nieprzyjemna. Kolejny plus. Ostatnie dostanie za pompkę (uwielbiam kosmetyki, które w sposób higieniczny można wydobyć z opakowania) i wydajność- jedna „porcja” w zupełności wystarcza na dokładny demakijaż.

Olejek do demakijażu Resibo (49 PLN/ 150 ml)  kupisz TUTAJ

Krem odżywczy i krem pod oczy

Z kremami (nie tymi konkretnymi, tylko kremami ogólnie) mam pewien problem. Brak mi motywacji do systematyczności. Do tej pory oznaczało to w praktyce, że używałam ich od przypadku do przypadku, albo częściej- do przeterminowania. Nie chcę nawet myśleć, ile pieniędzy przepuściłam na kosmetyki, których nie zużyłam. I znowu zaskoczenie. Podobnie jak w przypadku olejku właściwości „dodatkowe” kremów marki Resibo skutecznie stymulują moją potrzebę użycia ich. Ponownie pojawia się wygodna pompka (wspominałam, że uwielbiam opakowania airless?), która dozuje kosmetyk bez konieczności pchania palców do słoiczka. Pierwszy plus jest! Dodatkowe należą się ponownie za przepiękne opakowania i powalającą wręcz wydajność kosmetyków. A to dopiero początek zalet!

Eliksir dla skóry pod oczami

Krem pod oczy jest w dodatku szalenie wydajny i wystarczy dosłownie minimalna ilość, żeby go zaaplikować. Nie pozostawia na skórze tłustego filmu, nie podrażnia (dla mnie to bardzo ważne, bo moje oczy są wrażliwe, a najczęściej katuje je dodatkowo soczewkami- nie potrzebują dodatkowych katuszy) i fantastycznie łączy się z kremem odżywczym. Widocznie zmniejsza opuchliznę pod oczami, co, jak zakładam zawdzięczam kofeinie zawartej w jego składzie oraz rozjaśnia cienie. Czy ma wady? Powiedziałabym, że pompka (którą kocham mimo wszystko!) mogłaby podawać nieco mniej produktu, bo dopiero po kilku użyciach załapałam, że wystarczy nacisnąć ją do mniej więcej 1/3 wysokości, żeby otrzymać wystarczającą ilość kremu. Ale co to za wada, że krem jest wydajny?

Krem pod oczy Resibo, (89 PLN/15ml) kupisz TUTAJ
Krem odżywczy Resibo, (79 PLN/50ml) kupisz TUTAJ

Uczta dla skóry

Krem odżywczy świetnie łączy się z kremem pod oczy (a zdarzało mi się, że kremy „wałkowały się” na linii łączenia- w tym przypadku nie ma o tym mowy. Ze względu na fakt, że jestem (średnio) dumną posiadaczką cery mieszanej krem stosuje wyłącznie wieczorem, ale efekty jego działania są dla mnie powalające. Skóra jest ujędrniona, zrelaksowana, fantastycznie odżywiona. Już na pierwszy rzut oka widać, że dostarczono jej wszystkiego, czego potrzebuje do regeneracji i ten efekt, po kilku dniach regularnego stosowania kosmetyku, nie znika! Drobne (na szczęście!) zmarszczki mimiczne stały się mniej widoczne po zaledwie kilkunastu dniach naszej wspólnej przygody, co dobrze wróży na przyszłość. Delikatny zapach, który zabieram ze sobą do sypialni działa na mnie kojąco i wyciszająco. To moje idealne zakończenie każdego dnia.

Kosmetyki Resibo zaskoczyły  mnie swoją jakością, składem i działaniem bardzo pozytywnie. Na stronę marki zaglądam średnio raz w tygodniu, bo w okresie pisania listów do świętego Mikołaja ważne jest, żeby nie zapomnieć o niczym, co może sprawić naszej skórze przyjemność. Trzeba ją w końcu jakoś zachęcić, żeby przez cały nadchodzący rok była grzeczna 😉

Stosujecie kosmetyki naturalne?