RENT: wspomnienie warszawskiej bohemy

rent

Na stołecznej scenie musicalowej do niedawna gościł znany szerszej publiczności ze swojej wersji filmowej musical Rent. Adaptacji dla warszawskiego Teatru Rampa podjął się Jakub Szydłowski we współpracy z Jakubem Wocialem i Tomaszem Filipczakiem do tłumaczenia Andrzeja Ozgi. W oryginale autorem muzyki oraz libretta jest Johnatann Larson, który mocno nawiązał do opery Giacomo Puccinniego, Cyganeria. Musical zdobył wiele nagród, w tym najważniejsze, Tony Award za najlepszy musicla i Nagrodę Pulitzera w kategorii: dramat. Co ciekawe, jego twórca, Johnatann Larson zmarł nad ranem w dniu premiery.

 Spektakl, mimo, że powstał ponad 18 lat temu nadal porusza zaskakująco aktualne tematy: tolerancji i walki z wykluczeniem. Opowiada on historię grupy młodych ludzi, żyjących na marginesie społeczności Nowego Jorku. Niespełnieni zawodowo (i prywatnie) artyści, którzy odrzuceni przez innych, nierozumiejących ich stylu życia ludzi, wybierają swobodne życie bez granic na wzór artystycznej cyganerii. W sztuce pojawiają się więc tematy narkomanii, AIDS i homoseksualizmu co zaskakująco mocno wpisuje się w klimat współczesnej Warszawy. Pełno tu przecież odważnych i ciekawych projektów artystycznych często sąsiadujących z płonącą tęczą.

Zobacz także: Berek, czyli upiór w moherze

Warszawska interpretacja

Zdecydowanie postacią, która najbardziej „wybijała się” spośród 19-o osobowego zespołu jest Angel, grany przez Krzysztofa Brodę- Żurawskiego, który fantastycznie odtwarza rolę geja- transwestyty. Postać, mimo, że z pobieżnego opisu może wydawać się kontrowersyjna, zaskakuje pozytywnie. Szybko staje się jasne, że jest to zdecydowanie najjaśniejszy, najbardziej ciepły, radosny i optymistyczny punkt całego spektaklu, wokół którego toczy się znaczna część akcji. Myślę, że większość widzów, podobnie jak ja, od razu zapałało do niego ogromną sympatią, a trzeba też przyznać, że wizerunek postaci jest konsekwentnie przez aktora rozbudowywany.

Obok Angela na wyróżnienie zasługuje też Tom, jego partner, grany przez Łukasza Talika. Roger- muzyk (w tej roli Rafał Drozd lub Konrad Marszałek), Mark, w którego wcielił się Jakub Wocial, czy Mimi (Ewa Lachowicz lub Kamila Boruta). Ciekawym, choć ostatnio często stosowanym zabiegiem reżyserskim jest wykorzystanie całej dostępnej w teatrze przestrzeni. Scena, loże, a nawet widownia, bierze czynny udział w spektaklu, dzięki czemu publiczność staje się niejako częścią zespołu daje możliwość „zwykłym śmiertelnikom” poczucia, że nie tylko oglądali, ale także brali udział w sztuce. Całość podkreślona światłem, kostiumami i charakteryzacją składa się na spójny efekt końcowy. Może brak tylko nieco więcej tańca, który mnie osobiście bardzo kojarzy się z klimatem nowojorskiej bohemy. Wizytę w teatrze Rampa należało jednak poprzedzić seansem filmowym. Myślę, że to ułatwiłoby połączenie w całość nieco rozrzuconych wątków, za którymi ciężko czasami nadążyć w dosyć wartkiej akcji spektaklu.